Nie lubię deszczu.
Nienawidzę takich wieczorów, gdy siedzę sama w domu, za oknem panuje ciemność, a w dach na ostatnim piętrze bloku uderza deszcz. Wieje. Jest zimniej niż przy lekko minusowej temperaturze i słońcu. W takie wieczory jedyne co mnie ratuje to moje domowe spa :)
Na twarz nakładam maseczkę, nogi wkładam w gorącą wodę, popijam ciepłą herbatkę i oglądam jakiś film. Czy może być coś lepszego? Chyba nie.
Do moich potrzeb idealnie wpasowały się produkty z BINGOSPA. Moja cudowna maseczka błotna z zieloną glinką ładnie oczyszcza pory, pozostawiając delikatnie wygładzoną buźkę, a kremowa kąpiel o zapachu czekolady z pomarańczą niesamowicie mnie relaksuje. To są chyba moje dwa ulubione produkty. Nie wyobrażam sobie gorącej kąpieli w zimny styczniowy wieczór bez płynu BINGOSPA.
Przedtem nie znałam tej firmy, musiałam więc zaryzykować. Maseczka ma 150g, jest w prostej buteleczce z pompką (uwielbiam!), jest mega wydajna, bo nakłada się tylko cienką warstwę. Pomaga, widać, nie mam pojęcia jak z cerą w złym stanie, bo ja z moją nie mam wielu problemów :) Ma neutralny zapach, praktycznie nie widać jej na twarzy. Kosztuje ona około 13 zł, ja zamawiałam na stronie ekobieca.pl. Nie zapycha ani nie wysusza mi twarzy, dlatego właśnie ją lubię! Co mogę jeszcze powiedzieć? Że polecam, jesli ktoś chce urządzić swoje domowe spa w domu!
BINGOSPA oferuje nam wiele innych maseczek, niestety nie miałam okazji ich wypróbować. Jednak jeśli to się zdarzy, wtedy spokojnie będę mogła wypowiedzieć się także o innych.
ZALETY:
+neutralny zapach
+dość tania
+nie podrażnia
+nie wysusza
+ma super buteleczkę (z pompką!)
+działa!! (na mnie na pewno)
WADY:
Jak dla mnie brak :)
OCENA: 7/10
Przejdę teraz do płynu 'KREMOWA KĄPIEL CZEKOLADOWA Z POMARAŃCZĄ'
Co o nim myślę? Skład co prawda ma jaki ma, dlatego nie używam go na co dzień (TYLKO GORĄCE KĄPIELE ZIMĄ), nie jest super naturalny, ma sls. Ale jako, że dodaję go do kąpieli nie robi mi to raz na jakiś czas różnicy :) Ma super zapach, naprawdę mega mocny! Ładnie się pieni, rozluźnia. Czy polecam? Jako tako, miałam wiele lepszych płynów, tu przekonuje mnie sam zapach, a to chyba zbyt mało, żeby uważać coś za super produkt :)
ZALETY:
+zapach
+ładnie się pieni
+ma dość spoko konsystencję
WADY:
-skład
-dość drogi jak na działanie (ok 13 zł)
-buteleczka, która notorycznie trzeba odkręcać metalową nakretką
4/10
Czas iść zjeść kurczaka z frytkami, no bo po co mi to całe bycie fit?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja kosmetyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja kosmetyczna. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 stycznia 2018
czwartek, 25 stycznia 2018
Rozdział III
Zima, zima i po zimie. Poszła tak szybko jak się pojawiła, nie odczułam jej w tym roku wcale. A szkoda, bardzo lubię słoneczne dni i iskrzący się na ziemi śnieg. Śmiechy dzieci, które słychać z daleka. Gdy ja byłam mała, śniegu było dużo, potrafiło przymrozić, a ja budowałam igloo. Teraz mogłabym ulepić co najwyżej bałwana, pod warunkiem, że zdążę.
Jedyne co mi dokucza w takie dni to zimny powiew wiatru i mróz. Nie przeszkadza, dokucza. Moje ręce są na to zbyt wrażliwe. Najpierw skóra robi się sucha, potem zaczyna pękać, aż w końcu pojawia się krew. Mało co im pomaga, a to dość uciążliwe. Nienawidzę szczypania przy każdym myciu naczyń. Od bardzo dawna zmagam się z tym problemem testując różne kremy. Szukałam wielu opinii o wielu markach. Coś co nie wywoła u mnie uczulenia, nie tylko ładnie pachnie i nie jest za ciężkie.
Po wielu spędzonych godzinach w internecie, nawet już nie szukając żadnego kremu, natknęłam się na reklamę. Był to krem do dłoni z Evree. Zaciekawił mnie, więc postanowiłam o nim trochę poczytać. Jego skład nie był okropny, a opinie dobre, więc przy okazji zakupów w Hebe postanowiłam go kupić. Pomyślałam "Kurcze, wszystko reklamowane jest takie drogie, więc to też będzie kosztowało majątek". Myliłam się, zapłaciłam za niego jakieś 8 złotych i stwierdziłam, że czas wypróbować. Moje ręce były wtedy w okropnej formie (Szkoda, że nie mam zdjęć, ale raczej nie fotografuje swoich dłoni ;) ) i niewiele mogłam dla nich zrobić.
Sam krem nazywa się INSTANTHELP, gwarantuje nam "natychmiastową ulgę dla mocno przesuszonej i popękanej skóry". Ma długotrwałe działanie i zawiera: glicerynę, masło mango, tlenek cynku i alantoinę. Jest wydajny i dość tłusty, ale ładnie się wchłania. Ma neutralny zapach.
Czy pomógł mi na moje dłonie? jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam, ponieważ działa naprawdę od razu. Moja skóra bodajże po dwóch dniach nie była suche, dłonie przestały mi pękać. Samego super ultra nawilżenia skóry nie zauważyłam, ale najważniejsze, że mi pomógł. Smaruje nim ręce, gdy mam taką potrzebę i fajnie mi się sprawdza. Czy polecam? Tak, jeśli ktoś ma problem taki jak ja jeszcze niedawno to warto spróbować, krem nie jest drogi więc praktycznie nic się nie traci.
Zalety:
+Działa natychmiast :)
+Ładnie się wchłania
+Ma neutralny zapach
+Jest tani i ogólnodostępny (Rossman, Hebe itp.)
+Jest wydajny
+Nie obciąża skóry
Wady:
-Jest ciut za tłusty, i to chyba tyle :)
A tak wygląda, jest to wersja 75ml, są też większe.
Jedyne co mi dokucza w takie dni to zimny powiew wiatru i mróz. Nie przeszkadza, dokucza. Moje ręce są na to zbyt wrażliwe. Najpierw skóra robi się sucha, potem zaczyna pękać, aż w końcu pojawia się krew. Mało co im pomaga, a to dość uciążliwe. Nienawidzę szczypania przy każdym myciu naczyń. Od bardzo dawna zmagam się z tym problemem testując różne kremy. Szukałam wielu opinii o wielu markach. Coś co nie wywoła u mnie uczulenia, nie tylko ładnie pachnie i nie jest za ciężkie.
Po wielu spędzonych godzinach w internecie, nawet już nie szukając żadnego kremu, natknęłam się na reklamę. Był to krem do dłoni z Evree. Zaciekawił mnie, więc postanowiłam o nim trochę poczytać. Jego skład nie był okropny, a opinie dobre, więc przy okazji zakupów w Hebe postanowiłam go kupić. Pomyślałam "Kurcze, wszystko reklamowane jest takie drogie, więc to też będzie kosztowało majątek". Myliłam się, zapłaciłam za niego jakieś 8 złotych i stwierdziłam, że czas wypróbować. Moje ręce były wtedy w okropnej formie (Szkoda, że nie mam zdjęć, ale raczej nie fotografuje swoich dłoni ;) ) i niewiele mogłam dla nich zrobić.
Sam krem nazywa się INSTANTHELP, gwarantuje nam "natychmiastową ulgę dla mocno przesuszonej i popękanej skóry". Ma długotrwałe działanie i zawiera: glicerynę, masło mango, tlenek cynku i alantoinę. Jest wydajny i dość tłusty, ale ładnie się wchłania. Ma neutralny zapach.
Czy pomógł mi na moje dłonie? jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam, ponieważ działa naprawdę od razu. Moja skóra bodajże po dwóch dniach nie była suche, dłonie przestały mi pękać. Samego super ultra nawilżenia skóry nie zauważyłam, ale najważniejsze, że mi pomógł. Smaruje nim ręce, gdy mam taką potrzebę i fajnie mi się sprawdza. Czy polecam? Tak, jeśli ktoś ma problem taki jak ja jeszcze niedawno to warto spróbować, krem nie jest drogi więc praktycznie nic się nie traci.
Zalety:
+Działa natychmiast :)
+Ładnie się wchłania
+Ma neutralny zapach
+Jest tani i ogólnodostępny (Rossman, Hebe itp.)
+Jest wydajny
+Nie obciąża skóry
Wady:
-Jest ciut za tłusty, i to chyba tyle :)
A tak wygląda, jest to wersja 75ml, są też większe.
wtorek, 23 stycznia 2018
Rozdział II
Jak kupować i nie zwariować? Nie da się, każdego czasem dopada szał zakupów. Buty, ciuchy, kosmetyki! Przecież to takie miłe uczucie kupić sobie coś nowego.
Są miesiące, że i mnie to dopada. Nikt nie jest święty, czasem każdy lubi przekroczyć budżet. Na szczęście ja kupuje dużo, ale staram się przynajmniej tanio.
Mam tylko jeden mały problem, dobry podkład, z dobrym kryciem, o dobrym odcieniu! Co rusz testowałam nowe podkłady, oczywiście te jasne. Jedne były tłuste, drugie za suche. W momencie, gdy wydawało mi się trafić idealnie, okazywało się, że krycie wręcz nie istnieje. Innym razem moje zmarszczki wokół oczu zaczęły żyć, wyszły na światło dzienne bardziej niż zawsze.
Gdy w styczniu tego roku robiłam swoje kosmetyczne zakupy nie mogłam nic znaleźć, to już normalne. Opinie w internecie to nie jest najlepsze źródło do podejmowania decyzji. Ale trafiłam na coś interesującego.Mianowicie był to podkład polskiej firmy Pierre Rene.
Dokładnie jest to Pierre Rene Skin Balance Foundation.
Kosztuje on od 20 do 30 złotych, w zależności od sklepu czy strony. Występuje on w 13 odcieniach, tyle znalazłam. Ja kupiłam numer 20 Champagne. I powiem szczerze, strzał w dziesiątkę, bo tak jak numer 21 jest o wiele ciemniejszy od mojej cery, tak ten jest wręcz idealny. Czy krycie ma dobre? Jak dla mnie bardzo, mam pojedyncze widoczne naczynka, wypryski i blizny, zakrywa je dość ładnie i to jedna warstwa! To pewnie jest tłusty i ciężki? A właśnie, że nie! Nie czuję go na twarzy, nie wchodzi w moje zmarchy! A to najważniejsze. Według mnie potrzebuje przypudrowania, ale ja lubię mat, a on dość mocno się błyszczy. Nie ściera się w ciągu godziny i nie widać go na twarzy, ma dość ładne wykończenie. Nie robi mi ciacha i się nie roluje, a to bardzo ważne. Fakt, wpada lekko w różowe tony, ale mi to nie przeszkadza. Ważne jest też, że nie ciemnieje i nie wyglądam jak umazana błotem albo jak po nieudanym solarium.
Jest w szklanej buteleczce, ma fajną pompkę i jest wydajny. Jedna pompka starcza mi na całą twarz. Nie mam pojęcia czy zostanę z nim na dłużej, może z czasem wyjdą jego wady, na razie ich nie dostrzegam. Może znajdę lepszy podkład, nie umiem przewidzieć. Jednak jeśli ktoś ma wrażliwą i mieszaną cerę, w dodatku jest bladziochem to polecam. Mogę spokojnie powiedzieć, że lubię ten podkład. Owszem, były równie dobre, choć ilość tych nietrafionych i złych jest wiele większa, ale ten jest naprawdę przyzwoity, a zwłaszcza jak na swoją cenę. Czasem strzały w ciemno, jak widać, są trafniejsze.
.
Zalety:
+Jest wydajny, przez co starcza na wiele, wiele dłużej, i nie trzeba po miesiącu kupować nowego.
+Jest tani, naprawdę, ciężko o przyzwoity podkład do 30 złotych.
+Jest dostępny stacjonarnie, można go kupić w Naturze.
+Jest jasny odcień, co rzadko się zdarza.
+Nie waży mi się na twarz, nie roluje, nie wchodzi w zmarszczki i nic mi po nim nie wyskoczyło!
+Ładnie wygląda na twarzy, bo go nie widać.
Wady:
-Wpada troszkę w różowe tony, jednak dla neutralnej twarzyczki będzie okej.
-Jest w sumie tylko jeden ten jasny odcień i następny jest o wiele ciemniejszy
-Potrzebuje przypudrowania, jeśli ktoś nie lubi się błyszczeć za bardzo
-Przy swatchowaniu wypada troszkę ciemniejszy niż po nałożeniu na twarz (przy rozcieraniu nabiera jaśniejszego docienia)
Są miesiące, że i mnie to dopada. Nikt nie jest święty, czasem każdy lubi przekroczyć budżet. Na szczęście ja kupuje dużo, ale staram się przynajmniej tanio.
Mam tylko jeden mały problem, dobry podkład, z dobrym kryciem, o dobrym odcieniu! Co rusz testowałam nowe podkłady, oczywiście te jasne. Jedne były tłuste, drugie za suche. W momencie, gdy wydawało mi się trafić idealnie, okazywało się, że krycie wręcz nie istnieje. Innym razem moje zmarszczki wokół oczu zaczęły żyć, wyszły na światło dzienne bardziej niż zawsze.
Gdy w styczniu tego roku robiłam swoje kosmetyczne zakupy nie mogłam nic znaleźć, to już normalne. Opinie w internecie to nie jest najlepsze źródło do podejmowania decyzji. Ale trafiłam na coś interesującego.Mianowicie był to podkład polskiej firmy Pierre Rene.
Dokładnie jest to Pierre Rene Skin Balance Foundation.
Kosztuje on od 20 do 30 złotych, w zależności od sklepu czy strony. Występuje on w 13 odcieniach, tyle znalazłam. Ja kupiłam numer 20 Champagne. I powiem szczerze, strzał w dziesiątkę, bo tak jak numer 21 jest o wiele ciemniejszy od mojej cery, tak ten jest wręcz idealny. Czy krycie ma dobre? Jak dla mnie bardzo, mam pojedyncze widoczne naczynka, wypryski i blizny, zakrywa je dość ładnie i to jedna warstwa! To pewnie jest tłusty i ciężki? A właśnie, że nie! Nie czuję go na twarzy, nie wchodzi w moje zmarchy! A to najważniejsze. Według mnie potrzebuje przypudrowania, ale ja lubię mat, a on dość mocno się błyszczy. Nie ściera się w ciągu godziny i nie widać go na twarzy, ma dość ładne wykończenie. Nie robi mi ciacha i się nie roluje, a to bardzo ważne. Fakt, wpada lekko w różowe tony, ale mi to nie przeszkadza. Ważne jest też, że nie ciemnieje i nie wyglądam jak umazana błotem albo jak po nieudanym solarium.
Jest w szklanej buteleczce, ma fajną pompkę i jest wydajny. Jedna pompka starcza mi na całą twarz. Nie mam pojęcia czy zostanę z nim na dłużej, może z czasem wyjdą jego wady, na razie ich nie dostrzegam. Może znajdę lepszy podkład, nie umiem przewidzieć. Jednak jeśli ktoś ma wrażliwą i mieszaną cerę, w dodatku jest bladziochem to polecam. Mogę spokojnie powiedzieć, że lubię ten podkład. Owszem, były równie dobre, choć ilość tych nietrafionych i złych jest wiele większa, ale ten jest naprawdę przyzwoity, a zwłaszcza jak na swoją cenę. Czasem strzały w ciemno, jak widać, są trafniejsze.
.
Zalety:
+Jest wydajny, przez co starcza na wiele, wiele dłużej, i nie trzeba po miesiącu kupować nowego.
+Jest tani, naprawdę, ciężko o przyzwoity podkład do 30 złotych.
+Jest dostępny stacjonarnie, można go kupić w Naturze.
+Jest jasny odcień, co rzadko się zdarza.
+Nie waży mi się na twarz, nie roluje, nie wchodzi w zmarszczki i nic mi po nim nie wyskoczyło!
+Ładnie wygląda na twarzy, bo go nie widać.
Wady:
-Wpada troszkę w różowe tony, jednak dla neutralnej twarzyczki będzie okej.
-Jest w sumie tylko jeden ten jasny odcień i następny jest o wiele ciemniejszy
-Potrzebuje przypudrowania, jeśli ktoś nie lubi się błyszczeć za bardzo
-Przy swatchowaniu wypada troszkę ciemniejszy niż po nałożeniu na twarz (przy rozcieraniu nabiera jaśniejszego docienia)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





